Informacja na email o nowych postach

Nestle Nan

30 sty 2018

Spotkanie blogerek z Niedoskonała-ja i Urodzianka.pl

Ostatnio w sobotę spędziłam fantastyczny wieczór na spotkaniu z niedoskonała ja i urodzianka. Było to moje pierwsze w życiu spotkanie z innymi blogerkami i nie zawiodłam się, a wręcz pozytywnie, byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. Poruszałyśmy różne tematy, te związane z blogowaniem, światem blogerów itp., ale i rozmawiałyśmy o zwykłym życiu, naszym życiu, pasjach i zainteresowaniach. 


Chcę tu zareklamować miejsce, w którym spędziłyśmy ten czas. To Klub Spadkobierców w Łodzi. Będę chciał w przyszłości chcę napisać na ten temat więcej. 


Dodatkowo obdarowała nas prezentami Łódzka Rajtuza. Po przetestowaniu tego produktu na pewno znajdzie się na ten temat recenzja. 
Zdjęcie: https://www.gabriella.pl/pl/produkt/rajtuzy-miastowe.html

A to kilka zdjęć uwieczniających nasze spotkanie.







29 sty 2018

Czy to, co pokazują media społecznościowe jest prawdziwe?

Rozmawiałam ostatnio z innymi blogerkami na temat tego, co znajduje się na zdjęciach w mediach społecznościowych. Wszystko jest zawsze takie piękne, czyste, wysprzątane i nowoczesne. Pomieszczenia blogujących matek wyglądają jakby wyszły spod przysłowiowej igły. Zero bałaganu, dzieci czyste, grzeczne. Matki tuż po porodzie mają lepsze figury niż przed, a fotografowane posiłki wyglądają jak z super książki kucharskiej. To wszystko jest wzorcowe, godne naśladowania ale czy prawdziwe?



Zdjęcia często wykonywane są przez profesjonalnych fotografów, w wynajmowanych lokalach, obrobione w photoshopie ale nikt o tym nie mówi, bo po co? A kobiety i nie tylko, patrzą na te ideały i się dołują, denerwują, że u nich tak nie jest. Zastanawiają się co z nimi nie tak. Oglądają własne mieszkania, swoje ciała i nic nie przypomina tego, co pokazują inni.



Sama nie raz bym się pochwaliła, chociażby obiadem zrobionym przez męża, ale moje zdjęcie jest takie zwyczajne, normalny obiad bez upiększeń, na najnormalniejszym talerzu, bez kwiatów w wazonach itp.



Gdy mam wstawić zdjęcie zrobione w domu oglądam je z każdej strony, czy nie ma zbyt dużego bałaganu, czy dzieci nie są zbyt umorusane i dobrze ubrane. Z drugiej strony zastanawiam się po co? Przecież nie chcę niczego udawać, chcę pokazać moje życie, moje przemyślenia, mnie samą. Dlaczego miałabym udawać kogoś, kim nie jestem.




Jeżeli ktoś czyta mojego bloga to wie, że moje zdjęcia są zwyczajne, niepozowane, dzieciaki nie raz rozczochrane, brudne ale tak wygląda moje zwyczajne, szare życie. Nie wstydzę się pokazać normalności, która podejrzewam, króluje w większości domostw. Nie każdy ma worek pieniędzy, panie gotujące i sprzątające. Zwykle wszystko robimy same na tyle ile możemy i potrafimy. To jest właśnie prawdziwe życie.

25 sty 2018

Życie

Dzisiaj znowu będą moje wynurzenia na temat tego, co dzieje się w naszym otoczeniu. Wczoraj oglądałam program, bodajże Temat dla uwagi. Była poruszona sprawa zaniedbania ze strony lekarzy. Kobieta w ciąży bliźniaczej, w 37 tygodniu trafiła na oddział ginekologiczno-położniczy. Zgłaszała silne bóle brzucha, napięcia, twardość po jednej stronie ale nikt się tym nie przejmował, nie zbadał, nie interweniował. W efekcie jedno z bliźniąt – dziewczynka zmarła. Dobrze, że trafił się chociaż jeden lekarz, który podjął decyzję o natychmiastowej cesarce, bo i drugie dziecko by nie przeżyło. W głowie utkwiły mi słowa matki, która opowiadała, że zmarłe dziecko było sine i poleciała mu krew z noska. Wstrząsające. Ona nawet wiedziała kiedy to dziecko zmarło, bo poczuła bardzo silne napięcie brzucha po tej właśnie stronie. Zgłaszała to, niepokoiła się.

To tak trudne i traumatyczne przeżycie, że nie wyobrażam sobie, jak można z tym żyć. Myślę że przy życiu i jako takich zdrowych zmysłach trzyma tą rodzinę to drugie dziecko, które przeżyło. Mnie na samą myśl o losie tego maluszka serce się kraje i staram się nie myśleć o tym programie, tej rodzinie, bo mnie to bardzo boli. Jestem mamą bliźniaków i mam świadomość, że mogło to spotkać i mnie. Miałam ogromne szczęście, że trafiłam na tak dobrego lekarza prowadzącego, na oddział, gdzie nikt nikogo nie olewał, a każde zgłoszenie pacjentki było traktowane poważnie, że moją cesarkę wyznaczono w dobrym terminie i wykonano ją jak należy.


Straszne jest, że to co powinno być normą, jest czymś nieosiągalnym. Ja nie rozumiem lekarzy i innych pracujących w służbie zdrowia, którzy ryzykują zdrowie i życie innych. Czy nie mają sumienia, aż tak bardzo zobojętnieli, nie boją się konsekwencji?

21 sty 2018

Dzień babci i dziadka - moje wspomnienie

Dzisiaj dzień babci, jutro dzień dziadka, święto naszych przodków, a jak ja to wspominam? Z ogromnym sentymentem. Moich dziadków już nie ma, rodziców taty nawet nie miałam okazji poznać. Moi dziadkowie – rodzice mamy – to byli wspaniali ludzi, przeżyli okres II wojny światowej, byli wywiezieni na roboty do Niemiec i tam właśnie się poznali, wzięli ślub. Babcia jako pierwsza wróciła do Polski, dziadziuś trochę później. Było ciężko ale się nie poddawali, walczyli o byt, dziadziuś pracował, a babcia zajmowała się budową domu i wychowywaniem trójki dzieci. Ich pierwsza córka zmarła, tak to w tamtych czasach bywało. Nawet sobie nie wyobrażam, co czuli. Pamiętam z jaką starannością babcia zawsze przygotowywała kwiaty na grobek. Życie nie oszczędzało ich. Babcia często chodziła na odrobek, aby dostać za swoją pracę kosz ziemniaków, żeby mieć czym wykarmić dzieci. To były trudne czasy ale ludzie chyba mieli większą siłę i nie poddawali się tak łatwo. Babcia była bardzo energiczną osobą,  która nie bała się niczego, działała, nigdy nie siedziała z założonym rękoma. Dziadziuś dusza człowiek, zawsze pogodny i uśmiechnięty. Nigdy nie słyszałam żeby zaklął, czy był zły. Potrafił znaleźć coś dobrego w każdej sytuacji, ukochał zwierzęta i traktował jak ludzi, z szacunkiem i zrozumieniem. Oboje ciężko pracowali ale nigdy się na to nie skarżyli. Na starość nie zostali sami, zasłużyli na to, by ktoś się nimi zajmował i opiekował. Gdy zmarli, najpierw babcia, później dziadziuś, bardzo mi ich brakowało. Nie raz wspominam ich z ogromnym sentymentem i żalem, że już ich z nami nie ma.
Rysunek: https://youngface.tv/dzien-babci-i-dziadka-4/

15 sty 2018

Jak poradzić sobie z niejadkiem

Zwykle rodzice uważają, że ich dziecko je zbyt mało, choć tak naprawdę nie są dzieci głodzone, a dziecko jest zdrowe, właściwie się rozwija, rośnie. Jednak czasem faktycznie obawy są uzasadnione.

Często dzieci jadają selektywnie, gdy dziecko jada tylko wybrane produkty, bądź zaczyna jadać mniej i mniej. Niepokojącym jest odruch wymiotny podczas karmienia,  czy regularnie dziecko odmawia jedzenia. Zdarza się, że niemowlęta nie chce jeść od początku, płacze, krzyczy, zachowuje się agresywnie. Tego typu problemy mogą pojawić się właściwie na każdym etapie życia dziecka. Są niemowlęta, które od początku nie chcą ssać piersi ani pić z butelki, ale są też dzieci, które długo jadły „normalnie”, a w pewnym momencie zaczęły ograniczać swoją dietę. To problem, którego nie należy bagatelizować, gdyż taki stan może prowadzić do  niedożywienie i odwodnienie dziecka, zaburzać jego rozwój fizyczny, intelektualny i emocjonalny. Zdarzają się przypadki, gdy lekarz jest zmuszony podjąć decyzję o konieczności wprowadzenia alternatywnego karmienia przez sondę nosowo-żołądkową lub przez gastrostomię odżywczą. 

Czasami pora karmienia to trudny czas. Większość rodziców ma świadomość, że odpowiednie odżywienie to podstawa. Dlatego podejmują się wielu sztuczek, wykorzystywany bywa telewizor, telefon komórkowy. Gdy te wszystkie zabiegi okazują się nieskuteczne, zadręczają się poczuciem winy, że nie potrafią nakarmić dziecka albo przygotować posiłku, który będzie chciało zjeść. 

Czasem dziecku po prostu nie smakuje to, co mu się podaje. Przyczyną odmowy jedzenia mogą być przyczyny behawioralne, czyli chęć wywołania określonej reakcji u dorosłych. Jeżeli dziecko traci na wadze trzeba w pierwszej kolejności zasięgnoć opinii u pediatry. Dobrze, żeby trafiło również pod opiekę psychologa specjalizującego się w terapii zaburzeń karmienia.

Często dzieci mają swoje ulubione pokarmy i  chcą jeść właśnie je i nic innego. Po prostu wiedzą, że jeżeli odmówią, to za chwilę dostaną to, co lubią. W przypadku zdrowych dzieci, które w prawidłowym tempie przybierają na wadze i zaczynają stosować tego typu manipulacje, najlepiej wykazać się konsekwencją i kontynuować rozszerzanie diety o nowe produkty. 

Dziecko powinno zjeść posiłek w ciągu mniej więcej 20 minut. Jeśli trwa to dłużej, warto przeanalizować, dlaczego tak się dzieje. Jeśli dziecko sygnalizuje, że jest najedzone, powinniśmy to uszanować. Nawet, gdy nie zjadło wszystkiego, trzeba sprzątnąć ze stołu i poczekać do następnego, zaplanowanego posiłku. Ważne jednak, by w międzyczasie nie podawać dziecku żadnych przekąsek. To trudne, ale warto przeczekać.

Co można zrobić, by dziecko chciało jeść?
·         Zadbaj, by posiłki odbywały się w miłej, pogodnej atmosferze.
·         Nie jadamy przed telewizorem.
·         Nie biegamy za dzieckiem z łyżeczką po całym domu.
·         Podajemy posiłki o stałych porach, dbając o regularne odstępy czasowe między nimi.
·         Nie podajemy dziecku kalorycznych przekąsek między posiłkami.

·         Zwracamy uwagę, ile płynów dziecko wypija przed lub w trakcie posiłku – być może jest ich za dużo, co dodatkowo osłabia apetyt.

11 sty 2018

Ostatnie sprawy

Ostatnio się trochę ociągam z pisaniem, ale ilość obowiązków nie dały mi możliwości skrobnięcia czegoś. Dzisiaj na lekko, na poważniejsze tematy przyjdzie czas, choć jedne z poruszonych uważam za istotny, ale bez wywodów naukowych, faktów itp.
Pierwsza sprawa to wczoraj mieliśmy księdza na kolędzie J. Tak, nasze chrzciny z tamtego roku parafia pamięta. Ksiądz powiedział, że ostrzegali proboszcza, było ciężko, ale podołał J. Dzieci, na początku zapowiadało się, że będzie ok., jednak z czasem się rozkręcały, ale my ich dzielnie ganialiśmy. Ksiądz ze śmiechem wspominał tą mszę.

A teraz druga sprawa, poważniejsza i tu jestem oburzona. Koleżanka opowiadała, jak dostała silnych bóli brzucha w pracy. Zabrało ją pogotowie. W związku, że były to sprawy ginekologiczne, została zbadana przez ginekologa w towarzystwie innego, chyba uczącego się fachu. Kobieta umierała z bólu, a oni debatowali, rozciągali w czasie, pokazywali sobie itp. Koniec końców koleżanka została zostawiona w szpitalu, stwierdzono mięśniak. Przebywała całe 4 dni i wykonano jej w tym czasie jeden raz usg. Na tym leczenie zakończono i wysłano do domu z zaleceniem wizyty u specjalisty. Moje oburzenie jest z powodu braku jakiejkolwiek próby pomocy, informacji, bo dziewczyna tak naprawdę nie wie co ma robić, czy to usunąć, czy jakoś leczyć. Nic, totalnie nic, tylko rada, ażeby udać się, najlepiej prywatnie, do jakiegoś specjalisty, to wtedy on coś wymyśli. A w szpitalu nie mogli?! Dziewczyna żyje teraz w stresie bo nie wie nic, czeka na wizytę i modli się, żeby trafić na sensownego lekarza, który coś zaradzi. Straszna bywa ta rzeczywistość służby zdrowia, gdzie nie pomogą, nic nie powiedzą, nie podpowiedzą i najlepiej, wszystko żeby załatwiać prywatnie.