9 gru 2017

Co u moich dzieci?

Otóż przechodzą ostatnio samych siebie. Posprzątałam, odkurzyłam po czym jeden z  synów zapragnął napić się soku z kartonika. Napił się i kartonik odstawił na podłodze. Po chwili zaczął się szarpać z bratem, poleciał do tyłu i centralnie siadł z całym impetem na przewrócone pudełko z sokiem. W odpowiedzi na to pudełko wystrzeliło i z odrzutem wylało całą swoja zawartość.  Z robienia bałaganu to nie było najgorsze. Wczoraj syn zdjął pieluchę i usiadł na umytej podłodze. Żeby nie było tak prosto w pieluszce była dwójeczka. I dawaj matka od nowa szoruj podłogę. Ten sam syn jest takim inżynierem, że telefon, to jego podstawowa zabawka. Wiem, zaraz dostanę ochrzan, bo nie powinno się dziecku dawać telefonu i gier, ale on po prostu uwielbia dopasowywać i układać, a tam są dostępne bardzo fajne gry. Żeby nie było, ten sam syn pewnego ranka wstał cichaczem z łóżka, my patrzymy, a on wchodzi do pokoju cały dumny, wystroił się J. Wyjął z szuflady wszystkie moje majtki i założył na szyję, niczym szalik, jedne na drugie. Taki elegant.

A teraz trochę wyleję żale. Mam czasami dosyć i ręce mi opadają. Sprzątam, a tu nieustanny bałagan. Wycieram, a tu znowu nalane. Zamiatam, a tu znowu coś rozsypane. Ręce nie po same łokcie, a po szyję można sobie urobić J.


A tak w ogóle to kocham swoje dzieci i bez nich nie wyobrażam sobie życia.

5 gru 2017

Nieznajomość prawa szkodzi, nie bójmy się walczyć o swoje

Chciałam się podzielić własną obserwacją i zarazem troską o społeczeństwo polskie. Otóż, nie raz spotkałam się z brakiem świadomości ze strony ludzi, odnośnie ich praw. Tutaj mam na myśli głównie prawa pracownicze. Ostatnio zetknęłam się z przypadkiem, gdy kobieta nie dała wszystkich świadectw pracy i zamiast 26 dni urlopu, miała udzielane zaledwie 20. Na szczęście ta pani sama się zorientowała w sytuacji i doniosła brakujące świadectwa. Dlaczego nie zrobiła tego od razu? Otóż pracodawca kazał jej dostarczyć ostatnie świadectwo pracy. Jest to nieładne zagranie ze strony pracodawcy, ale jest on w pewien sposób chroniony, bo każdy powinien wiedzieć, że należy dostarczać wszystkie wcześniejsze świadectwa pracy i świadectwa szkolne. Zetknęłam się również z sytuacją, gdy pracodawca zwolnił pracownika, który z mocy prawa miał już umowę na czas nieokreślony, ale w dokumentach figurował jako zatrudniony na czas określony. Ten pracownik bał się odezwać, a tym bardziej nie miał odwagi odwołać się do sądu pracy. Na szczęście były osoby, które go pokierowały. Rozprawa się odbyła, pracodawca zapłacił odszkodowanie, ale co się stało po rozprawie? Otóż pracownik ten przeprosił pracodawcę. A niby za co?!
W mojej karierze zawodowej zetknęłam się z różnym sytuacjami, zarówno ze strony pracowników, jak i pracodawców. Generalnie, ludzi można podzielić na roszczeniowych i bojących się własnego cienia. Bo sama świadomość, czy wiedza na dany temat, nie zawsze sprawia, że ten pracownik dochodzi swoich praw.
Znam takiego pana, który ma wieloletnie doświadczenie zawodowe, ale godzi się na pracę, na czarno, tak naprawdę bez żadnego dokumentu potwierdzającego, że tą prace wykonuje. Rozumiem, sytuacja wymaga, ale jeżeli znajdziecie się w takim położeniu, to nie bójcie się zbierać dowodów swojego zatrudnienia. Róbcie zdjęcia, kserokopie, wszystko co może stanowić dowód. Wiem, że to nie fair, ale ja w takiej sytuacji nawet pokusiłabym się o nagranie. Wszystko jest dobrze, dopóki jest dobrze. A niech wydarzy się wypadek przy pracy, to taki „pracodawca” umywa ręce. Nie bójmy się wówczas skierować sprawy do PIP czy sądu pracy. Nawet zatrudniający na czarno mogą zostać pociągnięci do odpowiedzialności i zobowiązani do zapłacenia zaległych składek za pracownika, co do którego udawali, że go nie ma.

Jeżeli czegoś nie wiecie pytajcie. Taką odpowiednią instytucją, która udziela nieodpłatnych porad jest Państwowa Inspekcja Pracy. Można tam się udać osobiście, lub zadać pytanie telefonicznie. Pomogą, podpowiedzą. Nie musimy się przedstawiać, czy podawać nazwę firmy, wszystko może być anonimowo.

2 gru 2017

Już się nie mogę doczekać

Dzisiaj już grudzień J. Nie lubię zimy z bardzo prostego i prozaicznego powodu – bo jest zimno, a ja jestem istota ciepłolubna – ale jest coś w tej porze roku, co sprawia, że czuję się wesoło i szczęśliwie. Jak pewnie nie trudno się domyślić to święta i wszystko, co z nimi związane. Już w galeriach handlowych wystrój nastraja świątecznie. Jakby nie było to zbyt dziwne, bym ubrała choinkę i ozdobiła światełkami dom. Kocham tą atmosferę. Czuję się wówczas jakoś uroczyściej, podniośle, po prostu lepiej. W tej atmosferze wszelkie smutki i zmartwienia jakoś znikają, albo stają się mało ważnymi. Te ozdoby, kolędy, Mikołaje, różne atrakcje dla dzieci, po prostu aż chce się żyć. Może nie jest to zbyt dobre, że zaraz po wszystkich świętych w telewizji pojawiają się świąteczne reklamy, sklepy zmieniają wystrój na bożonarodzeniowy, ale to jest miłe. Mnie się robi cieplej na sercu J. Myślę, że fakt posiadania dzieci, dodatkowo sprawia radochę z okresu świątecznego, a jak będą starsi, to dopiero będzie zabawa. Dzisiaj czytałam, że niektóre osoby ostentacyjnie nie obchodzą świąt Bożego Narodzenia. Wiadomo, każdy ma prawo żyć jak chce, ale nie wiedzą, co tracą. Choinka musi być i to bez dwóch zdań. Ja, mam sztuczną, ale ładną. Żywa była całe lata temu, gdy miałam zaledwie kilka lat. Zrezygnowaliśmy z niej po pewnym incydencie, gdy choinka zajęła się od świeczek i buchnęła pięknym, świątecznym płomieniem. Od tego czasu postawiliśmy na choinkę sztuczną, bez prawdziwych świeczek. Dodatkowo ustawiamy ozdoby świąteczne typu stroiki, dzwoneczki, aniołki itp. Uwielbiam to J. Od czasu, gdy mieszkamy w domu, ozdabiamy dom na zewnątrz lampkami. Mój mąż szaleje pełną parą J. Nasz dom wygląda trochę jak mała iluminacja J. Ale ja tak lubię. Z takich tradycji świątecznych chciałabym wprowadzić do mojego domu, to postać Mikołaja, który przynosi prezenty. Gdy byłam dzieckiem zawsze ktoś się przebierał i przychodził do mnie po pierwszej gwiazdkę, po spożytej wigilii. Na razie dzieciaki są jeszcze małe i obawiałam się, że postać w czerwonym stroju mogłaby wprawić ich w ryk. Jeśli chodzi o Wigilię to jest spędzana w gronie rodzinnym. Trzeba się nastroić, odpowiednio ubrać, żeby było uroczyście i odświętnie. Ilość potraw nie musi być strikte tradycyjna, ale musi być karp, kapusta z grzybami, pierogi z kapustą, zupa grzybowa itp. Już czuję ich smak. Znowu będzie pięknie, przyjemnie i cudownie. Jak to dobrze, że święta są co roku J. 

30 lis 2017

Pomocne dzieci - chyba osiwieję :)

Wczoraj był list do Mikołaja, a dzisiaj bałagan jak zwykle. Ja sprzątam, wychodzę z pokoju, po chwili wracam i mam deja vu. Chyba cofnęłam się w czasie, bo bałagan taki sam, jak przed moimi porządkami. Te dzieci to chyba super inteligentne, bo kiedyś czytałam, że ludzie bardzo inteligentni lubią chaos, a u mnie on istnieje nieustannie.

Nie powiem, dzieci chcą pomagać. Jak ostatnio piekłam babkę cytrynową (tak, jestem dumna J ), to chyba opatrzność nade mną czuwała, poszłam po jakichś 10 minutach sprawdzić piekarnik, a tu przypalona góra ciasta. Patrzę, a pokrętło temperatury na ponad 300 stopni. Dzieci chciały żeby się szybciej upiekło :D. Jakby poszła sprawdzić po godzinie, to miałabym węgiel.

Może za próbę sprzątania uznać należy wylanie całego kubka, dzięki Bogu czystej wody, na ponoć nową sofę. Ponoć, bo wizualnie na to nie wygląda. Ewentualnie wylanie na dywan płynu do czyszczenia dywanów powinnam rozpatrzeć jako porządki?

Dzieci też bardzo sumiennie karmią zwierzęta, tj. miskę z suchą karmą, zarówno psią, jak i kocią, przynoszą do salonu i rozsypują po podłodze. Bawię się wówczas w Kopciuszka, zbierając po ziarenku. Chyba robią to po to, żebym poczuła się jak księżniczka J.

A nie zapomnijmy o wyręczaniu rodziców. Otóż rano, na śniadanie, dzieci moje piją kakao, więc, aby chyba oszczędzić rodzicom kłopotu, kakao znalazło się zaraz pod ręką, tj. wysypano je z opakowania bezpośrednio na stół, krzesło i podłogę.


Reasumując, moje dzieci są bardzo roztropne i pomocne, jednocześnie pomysłowe i błyskotliwe. Ja, choć bym się bardzo starała, to nie wymyśliłabym takich form wsparcia i pomocy J.

29 lis 2017

List matki do Świętego Mikołaja :)

Widziałam dzisiaj list do Świętego Mikołaja pisany przez matkę i pomyślałam, że ja też powinnam takowy przygotować. A nóż, Mikołaj przeczyta i coś mi się od niego dostanie.

Na wstępie chciałam powiedzieć, że byłam grzeczna. Pomagałam, wspierałam, miałam anielską cierpliwość (no, prawie zawsze). Prałam, sprzątałam, ostatnio nawet zaczęłam piec ciasta (jak mnie ktoś zna to wie, że to duży wyczyn z mojej strony). Ponadto, myślę że dobrze się sprawowałam również jako żona.


Czego bym oczekiwałam od Mikołaja? Oczywiście żeby moje dzieci i rodzina byli zdrowi, chłopcy, żeby dobrze się rozwijali i byli szczęśliwi. A tak dla mnie? Chyba sprzątaczki. Ja nie wiem, czy wszystkie dzieci są takie jak moje. Bałagan to w ich wydaniu bardzo delikatnie powiedziane. Chaos, już bardziej tu pasuje. To, co oni wyprawiają ze wszystkim i w każdym pomieszczeniu, to słów brakuje, żeby to opisać. Ja, to nazywam Sajgon. Wywleczone, wyrzucone, wysypane i rozlane, co się tylko da i gdzie się da. Mój dywan, zaledwie dwuletni wygląda gorzej niż ściera do podłogi, a niespełna półroczny narożnik (tutaj chce mi się płakać), to stary, zniszczony mebel. Cieszę się, że moje chłopaki nie siedzą w kącie i że są żywiołowi, ale na Boga, czy to musi iść w parze z bałaganiarstwem?! Tak więc wracając, chciałabym sprzątaczkę na pełnym etacie, dzień i w nocy (bo w ciągu dnia nie da się tego wszystkiego ogarnąć). 

Czy chciałabym jeszcze coś tak enigmatycznego? Może nie, na razie to, co mam mi wystarczy. Jak to się mówi – byleby nie było gorzej, a lepiej jest zawsze mile widziane J.

28 lis 2017

Lajkujcie :)

Poniżej link do konkursu.

Lajkujcie nasze schroniskowe pieski

Dziękujemy :)


Pieluszki Dada - recenzja

Pieluszek Dada zaczęłam używać od narodzin dzieci. Jako że moi panowie byli wcześniakami, to nawet 1 były trochę przyduże ale nic to nie szkodziło, pieluszkę dało się lekko wywinąć. W niczym to nie przeszkadzało.
Zaczęliśmy używać 1, przeszliśmy przez 2, 3 i 4, a na 5 skończyliśmy. Moja opinia odnosi się do każdego z rozmiarów.
Otóż jeśli chodzi o dopasowanie, pieluszki zawsze dobrze przylegały do pupy dziecka. Dzięki wbudowanym gumkom po bokach, dobrze dopasowywały się do ciała. nawet jak rozmiar był duży to nie odstawały.

Chłonność, oceniam bardzo wysoko. Nawet, gdy dziecko miało długo pieluchę, nie dochodziło do przeciekania. Ubranie pozostawało suche.
Co najważniejsze, pieluchy nie powodują odparzeń. Jeszcze w szpitalu, po porodzie, pielęgniarka poleciła mi tą markę i miała rację. Trafiliśmy kiedyś na firmowe pieluszki Pampers, po których dzieciaki miały czerwone tyłki jak złoto, dopiero, gdy wróciliśmy do Dady odparzenia zeszły.

Dodatkowy atut pieluszek to cena. Pieluszki można kupić w Biedronce oraz Hebe. Często obserwuję w Biedronce promocyjne opakowania w jeszcze atrakcyjniejszej cenie. 

Rozmiary:
1 little one 2 – 5 kg (26 sztuk),
2 little one 3 – 6 kg (64 sztuki),
3 premium midi 4 – 9 kg (60 sztuk),
4 premium maxi 7 – 18 kg (50 sztuk),
5 premium junior 15 – 25 kg (42 sztuki),
3 midi extra soft 4 – 9 kg (60 sztuk),
4 maxi extra soft 7 – 18 kg (52 sztuki),
4+ maxi+ extra soft 9 – 20 kg (48 sztuk),
5 junior extra soft 15 – 25 kg (44 sztuk),
6 extra large extra soft 15+ (42 sztuki),
5 junior pantsy 12 – 18 kg (20 sztuk),
6 extra large pantsy 16+ kg (18 sztuk).


A teraz punktacja (skala 0 do 5):
Opakowanie:  – 5 punktów.
Efekt: bardzo dobry – 5 punktów.
Bezpieczeństwo: – 5 punktów.
Cena: ok. 11,99 - 25 zł. w zależności od rozmiaru – 5 punkty.

Suma: 20/20
"