16 lut 2018

Schwarzkopf Gliss Kur, Ultimate Color Shampoo (Szampon do Włosów Farbowanych) – recenzja


Szampon przeznaczony dla włosów farbowanych, przyciemnianych i z pasemkami. Ma za zadanie regenerować włosy, zamykać kolor we wnętrzu włosa, ma chronić kolor aż do 10 tygodni przed blaknięciem i wypłukiwaniem. W skład szamponu wchodzi serum, a także filtr UV regenerujący włosy.



Składniki
Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Magensium Citrate, Benzophenone-4, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Panthenol, Cocodimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Keratin, Hydrolyzed Keratin, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Citric Acid, Disodium Cocoamphodiacetate, Cocamide MEA, Glycol Distearate, Sodium Benzoate, Sodium Chloride, Polyquaternium-10, Parfum, Laureth-4, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Hydrogenated Castor Oil, Linalool, PEG-120 Methyl Glucose Dioleate, Hexyl Cinnamal, Propylene Glycol, Limonene, Benzyl Salicylate, Glycerin

A teraz moja opinia. Otóż stosowałam ten szampon do ostatniej kropli. Myłam nim włosy codziennie. Nie potrafię się odnieść do jego działania chroniącego kolor, gdyż nie mam farbowanych włosów, a dostałam go w prezencie, przy czym dało się zaobserwować, że włosy były lśniące. 

Co o nim sądzę jako o szamponie do mycia włosów? Otóż, kremowa konsystencja, ładny zapach, dobrze rozprowadzający się na głowie, pieniący. Przede wszystkim dobrze myje, włosy stają się miękkie oraz łatwo się rozczesują. Nie powoduje zbyt szybkiego przetłuszczania. Oceniam go bardzo pozytywnie.

A teraz punktacja (skala 0 do 5):
Opakowanie:  – 5 punktów.
Efekt: dobry – 4 punkty.
Cena: ok. 10 - 16 zł. w zależności od rozmiaru – 4 punkty.

Suma: 13/15

12 lut 2018

Spojrzeć wstecz

Moje dzieci mają prawie trzy lata, można więc już zastanowić się i wyciągnąć wnioski z tego, co do tej pory się zadziało.

Bycie matką to nie jest prosta sprawa i nie da się do tego przygotować, czytając nawet najlepsze poradniki. Wszystkiego uczymy się, gdy dzieci pojawią się na świecie. Metoda prób i błędów jest bardzo często aktualna. Wiadomo, są pewne zasady, których trzeba przestrzegać, a i nasz własny rozum podpowiada nam prawidłowe rozwiązania. Wszystko zależy od doświadczenia życiowego. Czasem się mówi, że jak się dziecko urodzi to jest tysiąc cioć dobra rada, ale czasem takie podpowiedzi się przydadzą, jednak wszystko z umiarem. Nie należy również rzucać się na jakiś trend czy modę, chociażby ostatnio bardzo mnie denerwującą – modę na nieszczepienie, bo to jest moda i nowy trend. Pewnie tymi słowy zyskałam kilka nieaprobujących mój światopogląd czytelników, ale to jest moje zdanie, każdy ma prawo wypowiadać to, co uważa za stosowne J.

Czy ja się na kimś wzorowałam? Owszem, metoda Montessori. Nie byłam ślepo zapatrzona i postępująca krok po kroku, jak Maria Montessori nakazywała, ale kilka, a nawet więcej jej porad uważam za bardzo dobre. Oczywiście to, co mówiła moja mama też było brane pod uwagę ale najbardziej opierałam się na własnej wiedzy i doświadczeniu oraz intuicji. Nie da się ukryć, że ogromną pomocą był i jest mój mąż. To człowiek, który żadnej pracy się nie boi i zmieniania pieluch nie traktuje jak tylko obowiązek kobiety.

Czy popełniałam błędy? Oczywiście, to jest nieuniknione, były to jednak mało istotne niepowodzenia, choć jednym z nich i to może większym, jest obecny problem ze spaniem. Gdy dzieci się urodziły spały i zasypiały same. Tak było do ok. 2 roku życia, a później jakby piorun strzelił. Z naszego własnego wygodnictwa zaczęliśmy sypiać z dziećmi i to był błąd, bo tak już pozostało. Nie pozostaje nam nic innego jak po prostu wprowadzić nowe zasady.


Czy coś bym zrobiła inaczej? Raczej nie, może mniej bym się przejmowała. Z czasem nauczyłam się, że nie ma od razu co siać paniki. Do życia trzeba podchodzić spokojnie, bo co ma być, to będzie.

8 lut 2018

Moje dzieci niedługo pójdą do przedszkola - uważam, że to świetnie

Moje dzieci niedługo skończą 3 latka. Są już takie duże i mądre. Codziennie mnie zaskakują tym, co potrafią i ile rozumieją. Z takich śmiesznych sytuacji, które ostatnio miały miejsce, to mąż wybrał się z synami na spacer. Jeden z nich zabrał autka, bo to jego pasja, nawet spać z nimi chodzi, drugi syn natomiast wziął z sobą zbiór zadań z matematyki dla kandydatów do szkół średnich. Książka była w użyciu cały dzień. Wczoraj dla odmiany znalazł atlas anatomii i oglądał go niemalże z wypiekami na twarzy.


Na pewno uczą się czegoś nowego codziennie ale uważam, że my, jako rodzice, nie jesteśmy w stanie zapewnić im takiej edukacji i rozwoju jak przygotowane do tego placówki, czytaj przedszkola i zajęcia dodatkowe, ogólnorozwojowe. Zbliża się czas zapisów do przedszkoli więc z duszą na ramieniu czekam na sygnał, żeby móc ich zapisać, by od września wstąpili w szeregi przedszkolaków. Czy wyobrażam sobie jak to będzie? Nie, nie wyobrażam. Jeśli jeden z synów to jeszcze jakoś zostanie w przedszkolu ale drugi, to będzie na pewno ryk, bo on taki cycek rodziców i najchętniej chodziłby za nimi krok w krok.


Jakie zalety ma posłanie dziecka do przedszkola?

Stymulowany jest jego rozwój społeczny i emocjonalny, gdyż dziecko bawi się z innymi dziećmi, dzieli się zabawkami, uczy się współpracy, poznaje nowych kolegów, koleżanki, uczy się słuchać i wykonywać polecenia. To właśnie w przedszkolu może bawić się w dom i rodzinę. Może nauczyć się rozpoznawać płeć. Dzięki edukacji przedszkolnej dziecko potrafi rozmawiać o problemach. Jednocześnie widzi jak bardzo rodzice go kochają i okazuje im to. Dziecko chce pomagać i uczestniczyć w domowych czynnościach.

Ponadto dochodzi do rozwoju fizycznego i motorycznego. Jeżeli jeszcze dziecko do tej pory nie potrafiło, to w przedszkolu ma szanse nauczyć się myć zęby, ręce, korzystać z toalety, samodzielnie jeść. Poza tym uczy się samodzielnie ubierać i rozbierać, rysować itp.

Nie można zapomnieć również o rozwoju intelektualnym. Bardzo rozwija się wyobraźnia, mowa, zasób słów i reakcji. Dziecko uczy się przewidywać konsekwencje swoich działań, dokonywać wyborów. Chętnie słucha bajek, opowiadań. Potrafi liczyć, układać puzzle, rozpoznawać kolory. Poza tym uczy się autoprezentacji, imion rodziny, przyjaciół.

5 lut 2018

Klub Spadkobierców - Piotrkowska 77 w Łodzi

Ulica Piotrkowska. Ta nazwa mówi wiele, nie tylko mieszkańcom Łodzi. Znana jest w całej Polsce. Miejsce, które chcę Wam opisać umiejscowione jest pod numerem 77. Wchodzi w skład zwartej zabudowy, wśród 3 – 4 piętrowych kamienic, pochodzących z końca XIX wieku.
Odcinek ulicy Piotrkowskiej, na którym umiejscowiony jest opisywany budynek znajduje się w najbardziej reprezentacyjnej i eksponowanej części Łodzi z przełomu wieków.


Początkowo drewniany budynek, mieścił się pod numerem 131 w okresie od ok. 1984 r. W jego skład wchodziły zabudowania gospodarcze i ogród. Należał do jednego z łódzkich tkaczy Antoniego Pitzela. Kolejnymi właścicielami posesji byli: Teodor Kahl, małżonkowie Schadke, a następnie państwo Adolf i Otylia Otto, Maksymilian Goldfeder.


W 1896 roku działka przy Piotrkowskiej 131 zmieniła numer na 77. W latach 1889 - 1932 prowadzono tam działalność bankową. Na dole posesji znajdował się kantor, a na górze rezydencja rodziny Goldfederów. Wraz ze śmiercią w 1923 r. Maksymiliana Goldfedera interes rodzinny upadł. Nieruchomość wystawiono na sprzedaż we wrześniu 1930 r. Kupiło ją Towarzystwo Łódzkich Wąskotorowych Kolei Dojazdowych.


Pięć lat po zakończeniu II wojny światowej budynek przekazano łódzkiemu Miejskiemu Zakładowi Komunikacyjnemu. Następnie w 1985 r. MZK zawarł umowę ze Zrzeszeniem Studentów Polskich, na podstawie której ZSP otrzymało w użytkowanie parter oraz I piętro budynku frontowego z częścią korytarza.


W 1978 r. budynek przeszedł na własność Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej. Budynek przy Piotrkowskiej 77 od stycznia 1968 r. został umieszczony w spisie obiektów zabytkowych Wojewódzkiego Konserwatora Łodzi. 


W latach sześćdziesiątych parter budynku był klubem studenckim. Słynne "Siódemki" stanowiły miejsce spotkań łódzkiej bohemy artystycznej. Odwiedzali je również słynny reżyser Roman Polański i kompozytor Krzysztof Komeda.

Od 1998 r. rozpoczęto renowację pomieszczeń na I piętrze.  Pomysłodawcami byli właściciele "siódmek" Państwo Mariola i Bogdan Wysoccy.  Działania zmierzają do odtworzenie klimatu tych ekskluzywnych wnętrz z przełomu wieków.
"Klub Spadkobierców" oferuje gościom pięć sal, w tym jedna jest bardzo przestronna z efektownym drewnianym barem. Wystrój każdej jest bardzo bogaty pod względem zdobień i ornamentów, wskazując na wybitny kunszt i pomysłowość rzemieślników, którzy pracowali na zlecenie poprzedniego właściciela. Na szczegółową uwagę zasługują sufity, będące arcydziełem sztukaterii i malarstwa. 


Klub Spadkobierców oferuje również salę konferencyjna lub inną - dla potrzeb spotkań w mniejszym gronie. Kuchnia serwuje dania polskie pod bacznym okiem szefa kuchni Haliny Brockiej. 
W ciągu tygodnia można posłuchać muzyki klasycznej, często odbywają się kameralne koncerty.
Osobiście odwiedziłam to miejsce i jestem zachwycona. Jest tam naprawdę bardzo klimatycznie, pięknie i przyjemnie. Ponadto bardzo miła obsługa i przesympatyczni właściciele.


Naprawdę gorąco polecam.

30 sty 2018

Spotkanie blogerek z Niedoskonała-ja i Urodzianka.pl

Ostatnio w sobotę spędziłam fantastyczny wieczór na spotkaniu z niedoskonała ja i urodzianka. Było to moje pierwsze w życiu spotkanie z innymi blogerkami i nie zawiodłam się, a wręcz pozytywnie, byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. Poruszałyśmy różne tematy, te związane z blogowaniem, światem blogerów itp., ale i rozmawiałyśmy o zwykłym życiu, naszym życiu, pasjach i zainteresowaniach. 


Chcę tu zareklamować miejsce, w którym spędziłyśmy ten czas. To Klub Spadkobierców w Łodzi. Będę chciał w przyszłości chcę napisać na ten temat więcej. 


Dodatkowo obdarowała nas prezentami Łódzka Rajtuza. Po przetestowaniu tego produktu na pewno znajdzie się na ten temat recenzja. 
Zdjęcie: https://www.gabriella.pl/pl/produkt/rajtuzy-miastowe.html

A to kilka zdjęć uwieczniających nasze spotkanie.







29 sty 2018

Czy to, co pokazują media społecznościowe jest prawdziwe?

Rozmawiałam ostatnio z innymi blogerkami na temat tego, co znajduje się na zdjęciach w mediach społecznościowych. Wszystko jest zawsze takie piękne, czyste, wysprzątane i nowoczesne. Pomieszczenia blogujących matek wyglądają jakby wyszły spod przysłowiowej igły. Zero bałaganu, dzieci czyste, grzeczne. Matki tuż po porodzie mają lepsze figury niż przed, a fotografowane posiłki wyglądają jak z super książki kucharskiej. To wszystko jest wzorcowe, godne naśladowania ale czy prawdziwe?



Zdjęcia często wykonywane są przez profesjonalnych fotografów, w wynajmowanych lokalach, obrobione w photoshopie ale nikt o tym nie mówi, bo po co? A kobiety i nie tylko, patrzą na te ideały i się dołują, denerwują, że u nich tak nie jest. Zastanawiają się co z nimi nie tak. Oglądają własne mieszkania, swoje ciała i nic nie przypomina tego, co pokazują inni.



Sama nie raz bym się pochwaliła, chociażby obiadem zrobionym przez męża, ale moje zdjęcie jest takie zwyczajne, normalny obiad bez upiększeń, na najnormalniejszym talerzu, bez kwiatów w wazonach itp.



Gdy mam wstawić zdjęcie zrobione w domu oglądam je z każdej strony, czy nie ma zbyt dużego bałaganu, czy dzieci nie są zbyt umorusane i dobrze ubrane. Z drugiej strony zastanawiam się po co? Przecież nie chcę niczego udawać, chcę pokazać moje życie, moje przemyślenia, mnie samą. Dlaczego miałabym udawać kogoś, kim nie jestem.




Jeżeli ktoś czyta mojego bloga to wie, że moje zdjęcia są zwyczajne, niepozowane, dzieciaki nie raz rozczochrane, brudne ale tak wygląda moje zwyczajne, szare życie. Nie wstydzę się pokazać normalności, która podejrzewam, króluje w większości domostw. Nie każdy ma worek pieniędzy, panie gotujące i sprzątające. Zwykle wszystko robimy same na tyle ile możemy i potrafimy. To jest właśnie prawdziwe życie.